Z GNIAZDA CO PRZETRWAŁO PRÓBY CZAS
W KTÓRYM RAN JEST TYLE ILU NAS
WZBIŁ SIĘ W NIEBO NICZYM BIAŁY ORZEŁ
URZECZONY BLASKIEM GWIAZD
TAK JAK STRUMIEŃ CO WYPŁYWA Z GÓR
NIOSĄC WODĘ DLA SPRAGNIONYCH PÓL
SWOIM SŁOWEM NAS DO MIASTA WIEDZIE
GDZIE ANIELSKI ŚPIEWA CHÓR
LEĆ MUZYCZKO DO NIEBIAŃSKIEJ KRAINY
POWIEDZ BOGU ŻE GO ZA TO WIELBIMY
ON DUCHA W PODARTE ŻAGLE TCHNĄŁ
W DNIACH NIEDOLI POD OPIEKĘ WZIĄŁ
SWĄ OJCZYZNĘ JAK ŁUPINKĘ KRUCHĄ
NA SZEROKIE WODY PCHNĄŁ
DOSTRZEGAJĄC W NAS WOLNOŚCI GŁÓD
MOCĄ BOGA OJCA SPRAWIŁ CUD
SUCHĄ STOPĄ PRZEZ "CZERWONE MORZE"
PRZEPROWADZIŁ POLSKI LUD
LEĆ MUZYCZKO...
TULĄC W SWYCH RAMIONACH ŻYCIA DAR
MOWĄ ROZTACZAJĄC PRAWDY CZAR
DOŁ SIE POZNAĆ JAKO ŚWARNY BACA
STRZEGĄC STADA POŚRÓD HAL
LEĆ MUZYCZKO...
DNI ZNIKAJĄ TAK JAK BIAŁY DYM
CO PRZED LATY UNIÓSŁ SIĘ NAD RZYM
CHOCIAŻ RZEKA CZASU MKNIE DO PRZODU
WCIĄŻ JEST Z NAMI A MY Z NIM
LEĆ MUZYCZKO...
Wołojcies doktora goncies po znachora
Jantko przepod przez miednice
i wpod na gromnice
Chałpa sie poliła Maryna rodziła
Jantko wrescy w niebogłosy
bo trza golić włosy
Wrescy Jantko wrescy bo doktora ni ma
ale starsy sikawkowy podwijo rynkowy
Lyjcies po pierzynie a nie po Marynie
Trza jom wynieś na pole
niech rodzi w stodole
Piyńć straży zjechało coby jom ratować
Cało wieś sie gapiła jak Maryś rodziła
Ej w bólach rodziła bliźnioki powiła
Ej ciyntusy bliźnioki
bedom z wos strażoki
Gdzieś pomiędzy dnem a niebem milion dróg i prawd
Życie jak wahadło szczęścia plajta albo fart
Gdzieś pomiędzy złem a dobrem los rozbujał cię
Raz do przodu raz do tyłu aż zatrzymasz się
Wielki guru zwany zyskiem w szachu trzyma świat
W jego ustach słowo wolność brzmi jak kiepski żart
Złotą myśl że czas to pieniądz tanio sprzedał ci
W sklepie jednak nie odkupisz utraconych dni
Wiek przeminął w mgnieniu oka jak wiosenny deszcz
Odyseja dwa tysiące faktem stała się
Ilu pięknych chwil dostarczyć zdoła nowy czas
Gdzie zdążymy dobiec zanim słońce zgaśnie w nas