TU NIE TRZEBA WIELU SŁÓW
ZNÓW CZUJEMY TEN SAM GROUVE
ZAGUBIENI W GĄSZCZU DNIA
JA I TY, TY I JA
MOŻNA CZEKAĆ MILION LAT
PRZEJŚĆ NA BOSO CAŁY ŚWIAT
MOŻNA NAWET PRZESTAĆ TYĆ
BYLE MÓC Z TOBĄ BYĆ
JUŻ NIE ZGAŚNIE OGIEŃ W NAS
TAK SIĘ KOCHA TYLKO RAZ
CHOĆBYŚ BYŁA BÓG WIE GDZIE
TO ZAWSZE ZNAJDĘ CIĘ
KIEDY W GŁOWIE CIEBIE MAM
I PRÓBUJĘ SAM NA SAM
POCZUĆ Z TOBĄ TEN SAM BIT
POWIEM WPROST AŻ MI WSTYD
CZUJĘ SIĘ JAK W KOSZU ŚMIEĆ
GDY NIE MOGĘ CIEBIE MIEĆ
GINĘ MARNIE Z KAŻDYM DNIEM
ALE DZIŚ JEDNO WIEM
JUŻ NIE ZGAŚNIE OGIEŃ W NAS...
Wołojcies doktora goncies po znachora
Jantko przepod przez miednice
i wpod na gromnice
Chałpa sie poliła Maryna rodziła
Jantko wrescy w niebogłosy
bo trza golić włosy
Wrescy Jantko wrescy bo doktora ni ma
ale starsy sikawkowy podwijo rynkowy
Lyjcies po pierzynie a nie po Marynie
Trza jom wynieś na pole
niech rodzi w stodole
Piyńć straży zjechało coby jom ratować
Cało wieś sie gapiła jak Maryś rodziła
Ej w bólach rodziła bliźnioki powiła
Ej ciyntusy bliźnioki
bedom z wos strażoki
Gdzieś pomiędzy dnem a niebem milion dróg i prawd
Życie jak wahadło szczęścia plajta albo fart
Gdzieś pomiędzy złem a dobrem los rozbujał cię
Raz do przodu raz do tyłu aż zatrzymasz się
Wielki guru zwany zyskiem w szachu trzyma świat
W jego ustach słowo wolność brzmi jak kiepski żart
Złotą myśl że czas to pieniądz tanio sprzedał ci
W sklepie jednak nie odkupisz utraconych dni
Wiek przeminął w mgnieniu oka jak wiosenny deszcz
Odyseja dwa tysiące faktem stała się
Ilu pięknych chwil dostarczyć zdoła nowy czas
Gdzie zdążymy dobiec zanim słońce zgaśnie w nas